Powrót do serwisu MOSiR:
MOSiR

RALK - Sezon 2018/19

Współpracujemy z:
Sfera TV


Najlepsi w 1. lidze

1. Liga - Eval
Weselak
Marcin Weselak
(Budsar)
27,93
1. Liga - Punkty
Brak zdjęcia
Grzegorz Podulka
(Budsar)
21,60
1. Liga - Asysty
Brak zdjęcia
Michał Moralewicz
(Budsar)
6,55
1. Liga - Zbiorki
Weselak
Marcin Weselak
(Budsar)
12,87

Aktualności

Okiem Statysty(ka) Kolejka VII, Gdzie są wszyscy?

08-11-2011 15:01 | Benek

Okiem Statysty(ka) Kolejka VII, Gdzie są wszyscy?

 

Obrazek z koszulki Andrzeja Koniuka dość dobrze oddaje niezwykle istotny aspekt gry w RALK. Chodzi oczywiście o obecność poszczególnych graczy na meczach. Szeroki, w miarę wyrównany skład daje dużo większe pole do popisu i zmniejsza ryzyko porażki na wypadek braku jednego, czy dwóch graczy.

Najlepszym dowodem jest pozycja w tabeli zespołów: ALTA, Antidotum czy Green Peas. To ktoś się pojawia, a ktoś znika, ale generalnie potrafią utrzymać podobny stan posiadania w każdym kolejnym meczu. Daje im to spory komfort w grze, zwłaszcza jeśli chodzi o nieustanne wywieranie presji na graczach rywali, co często wiąże się też ze sporą liczbą przewinień. Oczywiście 10-osobowy skład na meczu nie jest warunkiem wystarczającym do odniesienia zwycięstwa (patrz: Longmani), ale na pewno jest jednym z głównych czynników zwiększającym szanse na nie. Choć to dopiero 7 kolejka, w niektórych ekipach już mają za sobą nerwowe spoglądanie w stronę potencjalnych gwiazd. Wiadomo już chociażby, że na dalszą grę w Atomic nie ma ochoty Przybył i najprawdopodobniej w barwach tej drużyny już go nie zobaczymy. W zamyśle Bentkowskiego liderem w ataku Manhattanu miał być zaś Cichoń, jednak ten już po rozpoczęciu sezonu postanowił zasilić III-ligową Pogoń Ruda Śląska. Do zespołu z Katowic dołączyli za to Kręglicki oraz Świercz i póki co drużyna wyszła na tym zdecydowanie na plus. Pierwszy w dwóch meczach wniósł z ławki dużo energii oraz wkurzającego rywali gadania połączonego z uśmiechem, drugi zaś wydatnie przyczynił się do wszystkich trzech zwycięstw. W końcu nie od dziś wiadomo, że: „Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu.” Inny problem ma zespół Drim Tim, tam dwóch graczy będzie mogło grać dopiero w przyszłym roku, jeden jest po poważnym jak mi się wydaje zabiegu, a potencjalny podstawowy rozgrywający rozegrał jak na razie tylko jeden mecz. Wszystko to w połączeniu z dyskwalifikacją Janusa złożyło się na bardzo skromny stan posiadania, co w dłuższej perspektywie przekłada się na wyniki tej drużyny. Podobnie sprawy mają się w zespole z Tychów. Tam kilku graczy dopadły kontuzje, jeden wykluczył się sam do końca sezonu z powodów niesportowych, a i z pozostałej dziewiątki nie każdemu było po drodze z halą przy ul. Hallera. Stąd też przeciętne wyniki ekipy, która jak się wydawało miała od początku zagościć w czołówce, a i tak uczciwie trzeba przyznać, że wyniki są lepsze niż gra... W zasadzie jedyną drużyną, która obronną ręką wychodzi z perturbacji ze składem są Kociki. W zespole aktualnego mistrza ciągle brakuje jakiegoś ważnego zawodnika, ale pozostali są na tyle doświadczeni i zgrani, że prawie zawsze bez większych problemów potrafią ukryć niedostatki wynikające z czyjejś nieobecności. W sumie to się

boję o to jak będą się prezentować w pełnym składzie...

Jeśli chodzi zaś o wydarzenia bieżące to... Nie dość, że mecz na szczycie pomiędzy Green Peas a ALTĄ był najlepszym z całej kolejki, to jeszcze ostatnie sekundy wyglądały kuriozalnie. Ale po kolei...

Mecz z wysokiego „C” rozpoczęła ekipa z Dąbrowy Górniczej, a w jej szeregach prym wiódł Byrczek. Skrzydłowy ALTY trafił w tym czasie wszystkie 4 rzuty z gry, dodatkowo skutecznie egzekwując 4 z 5 osobistych. Dalej nie było już jednak tak różowo i na przełomie II i III kwarty spudłował wszystkie 7 rzutów. Jako, że w zespole Tomka Domańskiego nie było nikogo innego kto byłby w stanie pociągnąć wynik, Green Peas doszli rywali w III kwarcie, po chwili wychodząc nawet na 3 punktowe prowadzenie. W tym kluczowym momencie trójkę trafił jednak Kaszycki, hamując tym samym rozpędzonych rywali, a Koczwara przemyślanymi akcjami dał Alcie przed ostatnim starciem minimalną przewagę. Na początku ostatniej kwarty gracze z Dąbrowy Górniczej szybko ją jeszcze powiększyli do 9 oczek. Wspomniany rozgrywający trafił w końcu z dystansu, a cztery kolejne punkty dołożył Byrczek. Niestety dla nich, ich najlepszy strzelec na 5 minut do końca złapał 5 przewinienie, a chwilę później to samo spotkało pożytecznego w obronie Banaka. „Groszki” zwietrzyły w tym szansę na zwycięstwo i rozpoczęli ekspresowe odrabianie strat. Gracze ALTY stracili koncepcję gry, pudłując bądź gubiąc piłki, Bartecki zaś nakręcał niesamowite tempo ataków, aż po 2+1 Goldy na tablicy pojawił się wynik 63:61 dla Green Peas. Dopiero wtedy obudzili się zawodnicy z Dąbrowy Górniczej. Akcją 2+1 po świetnej asyście Koczwary odpowiedział Bąk, a po chwili kolejną ważną trójkę trafił Kaszycki. Kiedy na 50 sekund do końca po skutecznej dobitce Fishera na tablicy pojawił się wynik 64:69 wydawało się, że koniec emocji w tym starciu. Nic bardziej mylnego. Kilka sekund później trójkę trafił Horzombek zmniejszając stratę do 2 oczek, a ALTA nie wykorzystała także kolejnego posiadania piłki. Ostatnia akcja meczu należała więc do Green Peas. I tutaj zaczynają się schody... Cały weekend mniejsza tablica świetlna nie działała prawidłowo, o czym informowaliśmy przed meczami drużyny. Niestety zdarzyło się w tej końcówce tak, że prawidłowy wynik był na dużej tablicy (67:69), a na małej zły (66:69). Green Peas atakowali na kosz, za którym widniał zły wynik i gracze na boisku myśleli, że muszą trafić za 3, by doprowadzić do dogrywki. Z ławki „Groszków” ktoś krzyczał, że wystarczy za 2, jednak wiadomo jakie emocje są w takim momencie i do nikogo na boisku te słowa nie dotarły. Próbowali więc dwukrotnie trafić zza linii 6,75, choć dwa razy (Palicki i Horzombek) mieli otwartą drogę do kosza, by łatwym rzutem doprowadzić do dogrywki. Żaden rzut z dystansu nie znalazł drogi do kosza i mecz zakończył się zwycięstwem ALTY. Szkoda tej końcówki, bo mecz był doskonały i chętnie bym sobie popatrzył jeszcze na dodatkowe 5 minut. Tak czy siak dziękuję zawodnikom za te 40 minut pasjonującej walki, po raz kolejny fajnie się to oglądało.

W pozostałych meczach – no może poza meczem DT–Manhattan - było równie ciekawie i tam także emocje były do samego końca. Ważny mecz wygrał zespół Antidotum, bo tym razem szło im bardzo ciężko, a i tak zdołali (dosłownie!) wyszarpać zwycięstwo. Cieszą mnie zmiany, które zachodzą w tej drużynie i kierunek w jaki to wszystko zmierza.

Nie zdołali się przełamać zaś Rebelianci. W rewanżu za ubiegłosezonowy finał ponownie przegrali z Kocikami i po raz kolejny do pełni szczęścia zabrakło im ledwie 2 punktów. Podobnie jak to miało miejsce na finiszu poprzednich rozgrywek, tym razem także mieli ostatnią akcję we własnych rękach, ale z dogodnej pozycji spudłował Swoboda.

Budsar zagrał chyba najlepszy mecz w tym sezonie, a już na pewno najlepiej się to oglądało. Podoba mi się przemiana, którą przeszedł Krajewski, wystarczy popatrzeć na ilość zbiórek i w zasadzie wszystko staje się jasne. Taki zaangażowany „Krajan” to największe wzmocnienie Budsaru póki co, choć Malcherczyk - zwłaszcza w ataku – robi swoje. Będzie jeszcze lepiej jak tylko nabierze dystansu do tego co na boisku robią koledzy, bo można niechcący wylać dziecko z kąpielą.

Longmani dalej mnie zadziwiają. Nie myślałem, że mogą mieć aż takie problemy ze zwycięstwami w I lidze. Tym razem męczyli się okrutnie z autsajderami ligi, czyli Atomic. W ich przypadku 10-osobowy skład nie przekłada się zupełnie na sposób gry. Mimo tego, że mają zmienników, ci przebywający na parkiecie wyglądają jakby robili wszystko, żeby oszczędzać siły. Nie mam tutaj na myśli oczywiście wszystkich graczy, ale większość sprawia jednak takie wrażenie. Dlatego to właśnie gracze z Sosnowca, a w szczególności Kaptacz i Zychajło, jako pierwsi dopadali bezpańskie piłki. Tym razem Atomic przegrali, bo popełnili kilka głupich strat za dużo i naprawdę byli blisko pierwszego zwycięstwa. Niestety tak już mają, że w kluczowych momentach brakuje zimnej krwi.

No i na koniec najgorętsza ekipa ostatnich dwóch tygodni, czyli Manhattan. Doskonały przykład jak można umiejętnie korzystać z szerokiego składu. Każdy z graczy przebywających na boisku daje z siebie wszystko, nie boi się przerywać akcji rywali faulami, bo wie, że za chwilę wejdzie do gry z ławki kolega i będzie dalej konsekwentnie realizował ten sam sposób gry. Tym razem wystarczyło to do ogrania Drim Timu, a ja coraz chętniej oglądam ich mecze.

Na drugoligowym froncie dwie ekipy nadal nie zaznały goryczy porażki, a ja chyba zaczynam powoli trzymać kciuki za awans Wielkiej Kiści. W II lidze mnie już nudzą, chętnie zobaczyłbym za to w przyszłym sezonie Dupne Derby Gliwic, także powodzenia panowie! Druga niepokonana drużyna to oczywiście Pride&Glory. Z nimi zaś jest taki problem, że oni niemal zawsze dostosowują się poziomem do przeciwnika, tzn. nie robią nic ponadto co jest konieczne by wygrać dany mecz. Stąd nie mam zielonego pojęcia jaki jest ich faktyczny pułap możliwości. Być może będzie po prostu trzeba poczekać do starcia obu tych drużyn, a dojdzie do niego już nie długo, bo 19 listopada. Czekam!

 

P.S. Zaległy mecz I ligi Budsar – Antidotum rozegrany zostanie 19 listopada o godzinie 14.30.

 

Piątka kolejki I ligi:

Tomasz Koczwara (ALTA) 18 pkt, 5 zb, 6 przech, 6 as – skuteczności brakowało, ale za to świetnie kontrolował tempo gry. No i te 7/7 z linii rzutów osobistych miało w końcowym rozrachunku ogromne znaczenie.

 

Piotr Świercz (Manhattan) 23 pkt, 3 zb, 3 przech – momentami niewykrywalny przez radary rywali. Świetnie wbijał się w każda lukę pozostawioną przez rywali.

 

Michał Giese (Antidotum) 8 pkt, 9 zb, 2 przech, 4 as – tym razem słusznie uznał, że jego obecność na boisku jest niezbędna. Jego praca po obu stronach parkietu była niezbędna do zwycięstwa z TG Team.

 

Arkadiusz Byrczek (ALTA) 25 pkt, 9 zb – moja prośba sprzed kilku tygodni została rozpatrzona pozytywnie. Arek gra bliżej kosza, wymusza faule, walczy o zbiórki i od razu widać pozytywne efekty.

 

Andrzej Krzysteczko (Kociki) 19 pkt, 14 zb – pierwszy dobry mecz w sezonie, mam nadzieję, że na kolejny nie będę już tak długo czekał.

 

Na plus:

Manhattan – boję się ich chwalić, żeby nie zapeszyć. No, ale w pełni sobie zasłużyli. Za szybcy za wściekli. Doskonały przykład ile daje posiadanie 10 równych zawodników.

 

Budsar – najrówniejszy ich mecz w tym sezonie. W końcu nie było długich przestoi w grze. To był optymalny skład.

 

Na minus:

Basket Tychy – nie poznaję niektórych zawodników...

 

Drim Tim – w tak wąskim składzie na dłuższą metę nie dadzą rady. Dobrze, że na następny mecz wraca już Adam Janus.

 

Piątka kolejki II ligi:

Rafał Janik (Wielka Kiść) 17 pkt, 5 zb, 4 przech, 3 as – trzy z czterech jego trójek wpadły w bardzo ważnym momencie meczu, kiedy Żubry miały jeszcze coś do powiedzenia.

 

Mateusz Zarychta (OMB) 13 pkt, 5 zb, 7 as – ufff... w końcu coś zagrał...

 

Grzegorz Boczula (Wielka Kiść) 27 pkt – jeśli w jego podstawówce grali „Świteziankę” Mickiewicza, on musiał grać główną rolę... „Młody jest strzelcem w tutejszym borze...”

 

Krzysztof Ziaja (Pasibrzuchy) 18 pkt, 7 zb – no w końcu się przełamał! A już go chciałem do niezłych numerów wpakować ;-)

 

Sławomir Ćwikła/Damian Maślany (We Got Game) 2 pkt, 29 zb, 3 przech, 5 as, 3 bl – zjedli rywali na desce i nawet kości nie wypluli.

 

Na plus:

Płomień – no mniej więcej takiej gry oczekuję od nich, kiedy grają w takim składzie. Jedna zmiana w pierwszej piątce, za to bardzo istotna...

 

One Move Basket – w końcu przyjechali w sensownym składzie, a do tego pokazali większą część tego na ich stać.

 

Na minus:

Żubry – porażka w małych derbach Gliwic, a do tego koszmarna II połowa... Co raz mniej przypominają rewelację poprzedniego sezonu. Nie rozumiem podziału minut dla poszczególnych graczy.

 

Basket Team – tak to czasem jest jak kogoś pochwalę... Przepraszam!

 

Niezłe numery:

15 – tyle strat zanotował Jarosław Woźniok z MOSiR-u Piekary w meczu z Pasibrzuchami. Rekord w historii RALK!

 

Usłyszane przy stoliku:

-Kto stracił?! - zapytałem przy stoliku.

- Jasna dupa! - krzyknął na boisku Dawid Gruca.

- My godomy blado żić. - wtrącił Wally.

 

- Ile łona mo lot?

- 20, ale godo jakby miała 25.

- Taki ruby głos mo?

Taka oto typowa rozmowa o kobietach...

 

Cytaty:

Ło dziewiontyj rano w nidziela powinna być godzina policyjno. Kto wyłazi z doma tego łod razu zawiyrajom.” - Tomasz „Loli” Kucharczyk o graniu w niedzielny poranek.

 

Okiem Statysty(ka) na mordo-książce:

http://www.facebook.com/home.php?#!/pages/Okiem-Statystyka-RALK-Ruda-Slaska/219560013840

 

 

Marcin „Benek” Bębenek

( benek.upr@poczta.fm )

Komentarze

smuut | 09-11-2011 14:30 | komp-95-171-193-68.protonet.pl
Komentarz został zablokowany przez moderatorów.

Dodaj komentarz

Aby dodawać komentarze trzeba być zarejestrowanym i zalogowanym w serwisie.

Logowanie i rejestracja

Nie masz konta? Zarejestruj się!

Pokaż:

Ostatnie wyniki

RALK — 2. Liga - runda 2
Kolejka 2
2. Liga Grupa B:
Energiczni57:78Se Gramywięcej»
(10-02-2019 10:20)
Killa Bees61:58Sor-Drewwięcej»
(10-02-2019 9:00)
RALK — 1. Liga
Kolejka 17
1. Liga:
Budsar72:52Be Perfectwięcej»
(10-02-2019 19:00)
Dobermany65:67Romuswięcej»
(10-02-2019 17:30)
Demons62:65Drim Timwięcej»
(10-02-2019 16:00)
Jaworzno53:62Gwiezdno Flotawięcej»
(10-02-2019 14:30)
Płomień54:82Rybnik Teamwięcej»
(10-02-2019 13:00)
Green Peas67:59Atomicwięcej»
(10-02-2019 11:40)
RALK — 2. Liga - runda 2
Kolejka 2
2. Liga Grupa A:
Hica50:70Wielka Kiść więcej»
(09-02-2019 13:00)
Wataha69:60ZGPwięcej»
(09-02-2019 11:40)
Zryw83:57Piaśnikiwięcej»
(09-02-2019 10:20)
RALK — 1. Liga
Kolejka 16
1. Liga:
Rybnik Team78:40Jaworznowięcej»
(03-02-2019 19:00)